Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
5355
rok szkolny
2008/2009

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

"Wieża z klocków" - recenzja książki Katarzyny Kotowskiej

Na całym świecie niezliczona liczba małżeństw cierpi z powodu niemożności zrealizowania jednej z najbardziej podstawowych funkcji rodziny - funkcji prokreacyjnej. Bez względu na kolor skóry i miejsce zamieszkania tych ludzi łączy jedno - przemożna chęć posiadania potomstwa i świadomość połączona z bólem, że nigdy nie uda im się tego pragnienia zrealizować. Nie chodzi tylko o przekazanie genów, lecz przede wszystkim o możliwość zrealizowania siebie w roli rodzica, o podzielenie się miłością i otoczenie opieką kogoś, kto jest wspólny obojgu małżonkom. Z powodu niemożności zostania rodzicami biologicznymi cierpią oboje małżonkowie, nie odważyłbym się przyjąć postawy oceniającej i określić, które z nich bardziej. Każdy z małżonków swe cierpienie wyraża w inny sposób, wynika to z różnicy płci oraz z różnic ról społecznych przypisywanych kobiecie i mężczyźnie.

W Polsce, co szósta para ma trudności z zajściem w ciążę, co dwunasta nigdy nie będzie mieć własnych dzieci. Wiele z nich decyduje się na pomoc medyczną, która dosyć daleko ingeruje w powstawanie życia ludzkiego (zabiegi In vitro). Niektórzy decydują się na adopcję.

To zwykle kobieta zaczyna pierwsza mówić o adopcji i namawiać na nią partnera. Nie jest to łatwa decyzja. Adoptowanie dziecka niesie ze sobą ryzyko porażki wychowawczej, na którą składa się bardzo wiele czynników od genetycznych począwszy, poprzez błędy wychowawcze i społeczną presję, po emocjonalne obciążenia, w jakie wyposażone są dzieci przeznaczone do adopcji. Nie można zakładać, że wychowanie dziecka adoptowanego jest niemożliwe, ale trzeba mieć świadomość, że na pewno jest trudniejsze, że wymaga znacznie większej dojrzałości niż rodzicielstwo biologiczne.

Badania przeprowadzone w Szwecji i Ameryce dostarczają wielu danych świadczących o tym, jak trudne jest rodzicielstwo adopcyjne. Z badań wynika, że co piąta adopcja kończy się porażką wychowawczą.

W tym momencie należałoby sięgnąć po wyniki badań ukazujących rezultaty wychowania w rodzinach biologicznych i porównać je ze sobą. Nie sadzę, że wyniki różniłyby się w znaczący sposób.

Często spotykane opinie, że dzieci przeznaczone do adopcji są po prostu "gorszym towarem" są bardzo krzywdzące. Dzieci te nawet, jeśli pochodzą z rodzin patologicznych często są silne, piękne fizycznie, zdolne, "łaknące życia", posiadające niezwykle bogate i ciekawe wnętrze, potrafiące radzić sobie w bardzo trudnych sytuacjach, pragnące miłości, ale potrafiące ją również dać.

Adopcja wymaga silnej motywacji pozytywnej ukierunkowanej na niesienie pomocy i opieki pokrzywdzonemu przez los dziecku. Nieprawidłowo umotywowani rodzice adopcyjni mają o wiele mniejsze szanse stać się dobrymi opiekunami. Złymi doradcami są: poczucie osamotnienia, chęć zapewnienia sobie opieki na starość, chęć pokazania, że jest się szlachetnym.

Ludzie, którzy decydują się na adopcję, powinni wziąć po uwagę fakt, że dziecko, którym chcą się zaopiekować nie jest czystą tablicą, ono przyszło na świat i miało rozwijać się w innej rodzinie. Dlatego też zawsze będzie żyło z bólem pierwotnego odrzucenia przez rodziców biologicznych. Komunikat dla dziecka w rodzinie adopcyjnej powinien być jasny, że zostało ono przyjęte przez rodziców adopcyjnych dla niego samego, że to była ich świadoma decyzja, że chcą oni pomóc temu dziecku wystartować w życie i że nigdy nie będą żądać za to wdzięczności. Najważniejszy jest szacunek dla dziecka i do jego przeszłości. Dziecko adoptowane jest w rodzinie zastępczej gościem - przychodzi na kilkanaście lat i zaczyna odchodzić.

Wielu potencjalnym rodzicom adopcyjnym brak wsparcia ze strony najbliższych i ze strony środowiska, brakuje im wiedzy o adopcyjnym rodzicielstwie, są pełni obaw, stawiają sobie wiele pytań i sami nie potrafią znaleźć na nie odpowiedzi, często ukrywają niemożność posiadania własnego potomka, jako coś wstydliwego, czują się gorsi. Tym ludziom należy wyjść naprzeciw, pomóc im podjąć być może tą najważniejszą w ich życiu decyzję, pokazać pozytywne strony rodzicielstwa adopcyjnego i przestrzec przed błędami wychowawczymi, umożliwić im kontakt z ludźmi, którzy przysposobili obce dziecko i dać wskazówki, czego należy wystrzegać się w adopcyjnym rodzicielstwie.

Jednym ze sposobów pedagogizacji kandydatów na rodziców adopcyjnych są warsztaty i seminaria organizowane przez ośrodki adopcyjne, specjalnie w celu uświadomienia przyszłym opiekunom dziecka, czym właściwie jest adopcyjne rodzicielstwo. Podczas spotkań odwołuje się kandydatów do literatury o tematyce adopcyjnej.

Najczęściej polecaną pozycją, traktowaną wręcz jako lektura obowiązkowa jest publikacja Katarzyny Kotowskiej zatytułowana "Wieża z klocków", w której autorka przedstawia siebie i swego adoptowanego synka jako żywe świadectwo tego, jak trudne, adopcyjne rodzicielstwo przeistacza się w prawdziwe i pełne rodzicielstwo duchowe, dzięki odwadze, mądrości, wrażliwości i cierpliwości zastępczych rodziców.

W znakomicie uchwyconych i opisanych epizodach autorka ujmuje czytelnika wzruszającą historią adopcji, historią skomplikowanego i wielowymiarowego procesu, który uwieńczony zostaje miłosnym połączeniem serc i dusz. Książka ta przywraca i podtrzymuje nadzieję i wiarę w siłę miłości, miłości wielkiej choć nie łatwej. Nasycona emocjonalnie potrafi poruszyć każde serce, a szczególnie serca tych, którym temat adopcji jest bliski.

Autorka pisze o swoim bólu i depresji, o beznadziejności, o śmierci marzeń, po której nie można skryć się w czerni żałoby. Natura wyznaczyła żywym istotom dwa cele - przeżyć i przekazać swoje geny potomstwu. Dla osoby, która została wykluczona z tego dzieła zaczyna się powolne umieranie. Kobieta czuje się kobietą gorszego gatunku, ukaraną, nie wiadomo za co przez Boga. Boli brak własnego dziecka, ale jeszcze trudniej pogodzić się z niemożnością przeżywania miłości rodzicielskiej. Pierwszy ból pozostanie, na drugi istnieje lekarstwo - adopcja. Lekarstwo trudnodostępne, często gorzkie i o wielu ubocznych skutkach, ale skuteczne.

Dopóki adopcja nie dotyczy osobiście, dopóty wszyscy są jej zwolennikami. Autorka pisze o lęku, jaki niesie ze sobą podjęcie tej trudnej decyzji, o rodzących się wątpliwościach i pytaniach.

Prócz lęków, obcości i wątpliwości wiążących się z adopcją na drodze do niej staje cała skomplikowana procedura przygotowania kandydatów na rodziców adopcyjnych. Zanim potencjalni rodzice otrzymają kwalifikacje są sprawdzani, rozpoznaje się ich intencje, zdolności psychiczne i materialny status. W bólu bezpłodnych małżeństw trudno o właściwą motywację - kandydaci na rodziców muszą chcieć dziecka dla dobra tego dziecka, a nie po to by uleczyć własny ból i uszczęśliwić samych siebie. Autorce cała ta procedura kojarzy się z "grą w dokuczanie", którą nie wszyscy wytrzymują. Należy przyznać rację autorce, która krytykuje selekcyjne podejście do kandydatów i stwierdza, że spotkania w ośrodkach raczej nastawiają się na odrzucenie tych wszystkich, którzy nie mieszczą się w ściśle określonych ramach, niż na rzeczywiste przygotowanie do trudnej roli bycia rodzicem adopcyjnym.

Uzyskanie kwalifikacji, to drugi z kolei krok, po podjęciu decyzji, w drodze do stania się rodzicem adopcyjnym. Kolejny etap, to oczekiwanie na dziecko, często bardzo długi, a po nim pierwsze spotkanie z małym "człowiekiem po przejściach" - nie zawsze zgodne z wcześniejszymi wyobrażeniami. Autorka wyraźnie daje do zrozumienia, iż nie należy popełniać błędu, nastawiając się, że będzie to coś wspaniałego, euforycznego, że będzie to miłość od pierwszego wejrzenia - często bywa wręcz odwrotnie.

Pierwsze dni, a nawet tygodnie są trudne dla obu stron, zwłaszcza, jeśli dziecko przysposabiane wnosi do nowego domu cały bagaż trudnych doświadczeń, często dlań niezrozumiałych. Dzieci, które jakiś czas przebywały w domach dziecka nabierają nawyków, które obce są dzieciom wychowywanym w normalnych biologicznych rodzinach, które trudno jest zmienić i z którymi niezwykle trudno żyć. Warunki, jakie są w stanie zaoferować swym podopiecznym domy dziecka, z reguły z trudnością zaspokajają ich elementarne potrzeby bytowe, pozostawiając potrzeby psychiczne dziecka do zaspokojenia przez nie samo, co jest oczywistym absurdem. W tym momencie autorka stawia retoryczne pytanie - Czy rzeczywiście "wszystkie dzieci są nasze"?

Nie bez znaczenia jest środowiskowy kontekst w skomplikowanym procesie wychowywania adoptowanego dziecka. Mimo ogólnospołecznej akceptacji, wciąż mają miejsce incydentalne zjawiska, które wyraźnie piętnują zarówno dzieci, jak i adopcyjnych rodziców. W życiu codziennym wygląda to tak, że przyklejanie "łatki odmienności" nie omija właściwie żadnego adoptowanego dziecka; również autorce tego nie oszczędzono. Podkreśla ona, jak ważna jest też akceptacja i pomoc najbliższych.

Opisując pierwsze tygodnie wspólnego życia z Piotrusiem (imię adoptowanego przez nią chłopca) zwraca uwagę na najważniejsze incydenty i daje wskazówki, jak można problemy przezwyciężać. Imponująca jest jej cierpliwość i intuicja wychowawcza oraz determinacja. Wyczuwa się w tej opowieści, że działania autorki były podyktowane głęboką nadzieją i pragnieniem więzi emocjonalnej z dzieckiem.

Wyczuwalne jest też napięcie i nipewność do momentu uzyskania przez autorkę prawomocnego postanowienia sądu finalizującego adopcję.

Od tego momentu jest zachwyt, który trudno jest opisać i chyba samej autorce też o to nie chodziło. Opisy sytuacji z uczestnictwem jej synka promieniują radością, szczęściem i miłością, która zrodziła się między obojgiem w trudnym do sprecyzowania momencie. Z zamieszczonych rysunków Piotrusia można odczytać, że i on czuje się szczęśliwy.

W sielance radości pojawia się refleksja i pytania, na które chyba nikt do końca nie potrafi odpowiedzieć, dotyczące dzieci, które wciąż tkwią w domach dziecka pozbawione ciepła, miłości, nad których snem nocą nikt nie czuwa, którym nikt nie pomoże rozwinąć ich potencjalnych możliwości, którym nikt nie doda odwagi.

Autorka nie pyta - czy powiedzieć, pojawia się natomiast pytanie - kiedy i jak powiedzieć dziecku o jego korzeniach? Zastrzeżenie dopuszczające zachowanie tajemnicy pochodzenia dziecka przysposobionego, jakie Polska wprowadziła ratyfikując "Konwencję o prawach dziecka", zdaniem autorki należy uznać za usankcjonowane prawnie łganie.

Wiele zastrzeżeń zdaniem autorki budzi polskie prawo adopcyjne, które tworzy dwie kategorie niechcianych dzieci, zależnie od tego, jak swoje niechcenie wyrażą ich rodzice biologiczni. Pierwsza kategoria to dzieci, których rodzice zrzekli się ich, mają one szansę na adopcję pełną nierozwiązywalną. Druga kategoria niechcianych dzieci to te, których rodziców pozbawiono praw rodzicielskich. Adopcja tych dzieci niekoniecznie musi być adopcją nierozerwalną - sąd zezwala rodzicom adopcyjnym też tych dzieci nie chcieć i może taką adopcję rozwiązać.

W polskich domach dziecka żyje ponad dwadzieścia tysięcy dzieci, pozbawionych nadziei, o szarych, pustych oczach - niechcianych. Dostępu do tych dzieci chronią nie tylko zamknięte na klucz drzwi, ale niewiedza i strach.

Książka Katarzyny Kotowskiej jest wspaniałym opisem drogi do adopcyjnego rodzicielstwa, sięga głębin ludzkich uczuć, dotyka najwrażliwszych zakamarków duszy. Można ją traktować jako emocjonalny przewodnik po procesie stawania się rodzicem zastępczym. Autorka nie unikała opisów ukazujących jak trudna na początku jest to rola, a mimo to cała publikacja jest zachętą do podjęcia tego wyzwania. Nagrodą jest więź emocjonalna z dzieckiem, którego tak bardzo pragnęli małżonkowie od momentu podjęcia decyzji o założeniu rodziny.

Autorka zawarła w swej książce również apel o niesienie pomocy dzieciom za szarymi murami domów dziecka, wskazała paradoksy w prawie dotyczącym adopcji, pobudzając tym samym do refleksji.

Publikacja godna jest polecenia wszystkim kandydatom na rodziców adopcyjnych i tym, którzy już dziecko adoptowali, pracownikom ośrodków adopcyjnych, psychologom i pedagogom prowadzącym warsztaty oraz wszystkim tym, którym bliski jest los dzieci niechcianych.

"Wieża z klocków" Katarzyna Kotowska - Wydawnictwo Media Rodzina, 2001, Poznań

Beata Wiśniewska


Zaświadczenie online



numer online: 117 gości

reklama