Publikacje edukacyjne
strona główna  archiwum  dziedziny  nowości  zasady  szukaj  pomoc  poczta  redakcja 
               

 

Publikacja nr
4898
rok szkolny
2007/2008

 
Archiwum publikacji
w serwisie Publikacje edukacyjne

Zagrać w klipę, palanta i w zośkę

Wydawać by się mogło, że aby poprawić ogólną sprawność fizyczną społeczeństwa powinniśmy zacząć od szkoły podstawowej(*). Teren ten uważa się za najbardziej kluczowy w podnoszonym często problemie cherlawości i sztywności ruchowej naszych dzieci, a także stanu ich zdrowia. Najważniejszym zatem punktem w rozważaniach nad kulturą fizyczną stało się zagadnienie treści i ilości zajęć wychowania fizycznego jako przedmiotu szkolnego. W zbliżonych kategoriach rozumowania dyskusja toczy się wokół szkół średnich i wyższych, zakładów pracy itp. Odzywają się też głosy, aby zwrócić uwagę na przedszkola, nie mówi się chyba jedynie o żłobkach - chociaż wbrew pozorom nie byłoby to wcale takie bezsensowne i śmieszne, czy niepoważne. Oczywiście ta ostatnia myśl jest bardzo daleka, a nawet przeciwna, od tradycyjnego pojęcia wychowania fizycznego, tym bardziej zaś od treningu sportowego.

Dotykamy tu sprawy bardzo istotnej, lecz powszechnie raczej nie zauważanej i nie docenianej. Okazuje się, że podczas wszelkich rozmyślań nad ilością godzin przeznaczonych w placówkach oświatowo-wychowawczych na kulturę fizyczną nie zawsze zdajemy sobie jasno sprawę z podstawowych i zasadniczych celów działalności tych placówek. Bardzo często przypisujemy im rolę, którą pełnić powinna przede wszystkim rodzina, gdyż tam istnieją ku temu najlepsze warunki, na przykład ciągły kontakt z dzieckiem, szczególnie w pierwszych tygodniach i miesiącach jego życia.

Dziecko wstępujące w progi przedszkolne i szkolne charakteryzuje się poważnymi już zaniedbaniami wychowawczymi w dziedzinie rozwoju psychoruchowego, a więc w zakresie zarówno aktualnej sprawności ruchowej, jak i określonych, i to już w miarę trwałych, nawyków dotyczących angażowania się emocjonalnego, czy raczej predyspozycji w tym względzie, w interesujące nas tu działania. Jakże często już na tym etapie rozwojowym przytłumiona bywa potrzeba ruchu. A jeżeli jest jeszcze ona w miarę silna, to z kolei zaniedbania w zakresie sprawności aparatu ruchowego nie pozwalają na swobodną jej realizację. Zbyt pochopnie odwołujemy się wówczas do roli czynników wrodzonych.

Tak, jak nabywa się w całym okresie niemowlęco-żłobkowo-przedszkolnym wszelkie predyspozycje do odpowiedniego stylu działania, sposobu rozumowania, umiejętności kojarzenia różnorodnych zjawisk i pojęć, tak samo niezbędny staje się proces przygotowujący do podjęcia różnorodnych działań ruchowych. W przypadku szkoły podstawowej już w klasie pierwszej widoczne są wyraźne dysproporcje w sprawności ruchowej. Jedynie o małym procencie uczniów można powiedzieć, że mają prawidłowy w tym wieku poziom sprawności, mierzony jednak nie typowymi i podstawowymi dla sportowych działań metodami, lecz globalną oceną dotyczącą na przykład stanu koordynacji ruchowej, wyobraźni przestrzennej w ścisłym związku ze znajdującym się w tej przestrzeni własnym ciałem. Zasadnicze w powyższym względzie braki trudno jest wyeliminować nawet podczas sześciu godzin wychowania fizycznego. Nie oznacza to oczywiście, że problem wymiaru godzin będzie w tym ujęciu sprawą obojętną. Owe sześć godzin stanowić powinno program minimum w dążeniu do eliminowania błędnych nawyków i to zarówno ruchowych, jak też w sferze motywacji i postaw wobec wszelkich działań ruchowo-sportowych. Będziemy tu więc mieli do czynienia przede wszystkim z zapobieganiem dalszemu pogłębianiu się zaniedbań rozwojowych. Natomiast problematyka młodzieży bardzo sprawnej zawierać się będzie głównie w strukturze organizacyjnej sportu szkolnego, w luźniejszym pozostając związku z interesującą nas tu masową kulturą fizyczną. Źródeł zarysowanego powyżej stanu jest na pewno bardzo dużo. Chodzi jednak przede wszystkim o te najistotniejsze, zależne w głównej mierze od postaw i działań rodzicielskich. Dzieci przychodzące do szkoły nie potrafią posługiwać się skakanką, rakietą do kometki, jakąkolwiek piłką podczas jakichkolwiek z nią zajęć. Jako rodzice często nie zastanawiamy się nad tym, że tego typu zabawki kupować należy nawet wówczas, gdy nie mamy w planach "zrobienia" z naszego dziecka jakiegoś mistrza świata, czy pobliskiej okolicy jedynie. Przybory tego typu są niezbędne dla kształtowania prawidłowego rozwoju fizycznego, który przecież warunkuje także dobre samopoczucie psychiczne w grupie rówieśniczej, jako że nie jest się wówczas tzw. fajtłapą. Nasuwa się tu również pytanie o zapomniane, a nie tak dawno jeszcze powszechne i nieobce rodzicom gry w klasy, klipę, palanta, zośkę i inne. Być może przeżyły się, lecz cóż proponujemy dzieciom w ich miejsce - hazardowe gry zręcznościowe, automaty? Śledząc problem wnikliwie, zdamy sobie zapewne sprawę, że omawiane tu zaniedbania nie zaczynają się na etapie przysłowiowego już palanta, całe zło rodzi się o wiele wcześniej. Wystarczy przyjrzeć się krytyczniej preferowanym przez rodziców tradycyjnym sposobom pielęgnacji swoich dzieci już w okresie niemowlęcym - jakże wiele moglibyśmy tu dostrzec nawyków hamujących swobodny rozwój ruchowy dziecka.

W dyskusjach nad kulturą fizyczną obnażają się nasze przeświadczenia o wyłącznej roli szkoły w prawidłowym kształtowaniu jakości tej kultury. Szkoła ma więc nadrabiać przede wszystkim zaniedbania wynikające z konkretnego stylu funkcjonowania środowiska rodzinnego, gdzie brak było miejsca i czasu, a przede wszystkim właściwego spojrzenia na ważność w życiu człowieka tak naturalnej potrzeby ruchu, której prawidłowe zaspokajanie to podstawa w uzyskiwaniu wysokiej sprawności w zakresie kierowania swoim ciałem, kierowania inspirowanego myślą i wyobrażeniem. Warto, abyśmy jako rodzice uświadomili sobie, jak wielką możemy wyrządzić krzywdę swoim pociechom patrząc na nie jedynie przez pryzmat zniszczonego ubrania, siniaków, brudnych i podrapanych kolan itp.

Jaki wniosek można wysnuć z tych - dalekich przecież od optymistycznego tonu - stwierdzeń? Wydaje się, że należy umożliwić dzieciom realizację koniecznych dla ich rozwoju różnych i wielu działań przez między innymi poświęcanie im więcej czasu, przede wszystkim jednak musimy wyczuwać ich potrzeby. Nie wystarczy puścić dziecko na podwórko, aby się bawiło, bo któż i kiedy ukaże jemu estetyczne wartości kontaktu z lasem, łąką, wodą w różnych porach dnia i roku? A to jest przecież bardzo istotne w procesie kształtowania w dzieciach nawyków do bezinteresownego traktowania działań ruchowych, jako że przyjemnie jest przebywać, spacerować czy biegać w otoczeniu, które się lubi. Od częstego przebywania nad wodą jest już nieduży krok do nauczenia się pływania. Nastrój lasu, jego zapach, poszycie, gwar ptactwa oraz drzemiąca w nas, szczególnie w dzieciach bardzo silna potrzeba ruchu wystarczają, by poderwać się do biegu. Nie powinniśmy więc dopuścić do tego, aby dzieci zasklepiały się wyobrażeniowo i poznawczo w określonych "rewirach" podwórek i klatek schodowych.

A może my, dorośli, w tym szalonym tempie życia i jego uciążliwościach zatraciliśmy po prostu wartości dla tego życia najważniejsze?

(*) - Śliwiński Wł., Zagrać w klipę, palanta i w zośkę, SPORTOWIEC 1983, nr 25.

Włodzimierz Śliwiński


Zaświadczenie online



numer online: 116 gości

reklama